![]() |
| Stanisław Witkiewicz Widok tatrzański - gniazdo zimy |
Zakopane, 2 kwietnia 1906
Mój Staśku drogi!
Śnieg sypie się jak z worka. Lasu z mego okna nie widać i ledwo majaczeje wieża na podlasiu. Zima taka, kajżeby miała zamiar trwać jeszcze kilka miesięcy. Pod Gubałówką w tej masie śniegu płynie szeroko woda, której już przybyło po uprzednich roztopach. Ski znowu w użyciu. Ja maluję to Gniazdo zimy, więc z jednej strony, mam satysfakcję patrzenia na te zaspy i notowania ich w pamięci, ale z drugiej, wolałbym już nie widzieć żywego śniegu, tylko ten mój wyobrażony, bo ta ciągła zmienność natury zachwiewa obrazem. Śnieg to jest n + 1 barwnych motywów i motywów formy, modelacji i trzeba w obrazie się zdecydować na coś i konsekwentnie pewien motyw przeprowadzić. Teraz jestem zdecydowany. Ale musiałem przez te parę tygodni odbyć ogromną drogę, już dawniej odbytą, na nowo, żeby zostać malarzem. Te długie przerwy chronią wprawdzie od maniery, ale odzwyczajają od wyobrażania i człowiek przychodzi do obrazu bardziej z myślą niż z wyobrażeniem barwnym. Więc przeżywa się dużo klęsk. Bardzo czekam TWego przyjazdu i Twego zdania.
Stanisław Witkiewicz, Listy do syna, PIW, Warszawa 1969, s. 242.
Czytam Witkiewicza Listy do syna. Ponad osiemset stron listów pisanych przez kilkanaście lat, czasem nawet codziennie, świadectwo ogromnej mądrości, indywidualności twórczej, zapis procesu kształtowania duchowego młodego człowieka przez niezwykłego ojca-przyjaciela-mistrza. Program kierowania, kształtowania umysłu, otwierania dróg. Opis polemiki, nieodzownego buntu i starcia dwóch wielkich indywidualności. Witkiewicz-ojciec to umysłowość najwyższej próby, człowiek niezwykłej wrażliwości i niezłomnej sile ducha - cóż, kiedy system szkolnictwa, z którym tak zaciekle walczył, wpisuje go po latach automatycznie w kategorię młodopolskich malarzy, publicystów, teoretyków sztuki. Taki starzec w pelerynie, zakopiański krewny Przybyszewskiego, tyle że bardziej nudny. Ojciec Witkacego, tak. Dobrze jeszcze, jeśli kojarzy się go ze stylem zakopiańskim. Ironia losu!
Jak dobrze, że udało mi się odkryć ten niezwykły umysł, ogromną inteligencję - nie cyniczną a współczującą. Przenikliwość spojrzenia na sztukę, na malarstwo, ludzi, na ludzkie życie budowane jak dzieło sztuki - lecz nie w oderwaniu od życia. I co mogę dodać jeszcze? Wdzięczna jestem czytelniczemu przypadkowi, który od czytania Witkacego pokierował mnie ku tym listom. To już czwarty czy piąty wieczór... a jeszcze tyle przede mną. Ścieżki umysłu, podróże w czasie. Są tu oczywiście moje Tatry i Zakopane, jakiego nigdy nie widziałam i nigdy nie zobaczę, bo zniszczone już przez ludzką głupotę i nieuchronną trywializację, zbydlęcenie życia. Jest i Kraków... ale jaki! Jak wspaniale jest widzieć go oczyma pisarza, artysty, po prostu człowieka tego formatu! Jeśli znajdę czas na internet i tę pisaninę, która wydaje mi się coraz bardziej pozbawiona wartości - to zacytuję kiedyś krakowskie fragmenty Listów. Książka jest opatrzona ogromną ilością przypisów - komentarze Anny Micińskiej i Bożeny Danek-Wojnowskiej to wręcz książka w książce, są wspaniałym uzupełnieniem, źródłem rzetelnej wiedzy o miejscach, ludziach, wydarzeniach.
Dlaczego dziś nie wydaje się TAKICH książek? Dlaczego nie wydaje się książek w TAKI sposób?
Tymczasem przyszła zima, Kraków bardziej odległy niż zwykle, ale - gdy mam taką książkę i tyle jeszcze innych, do których ona prowadzi - to już nie jest takie złe. Chodzę na długie spacery, obserwuję świat, malarską zmienność świata i światła i śniegu. Bez myśli, która te obrazy (tzn. moje zimowe zdjęcia) unosi, wydadzą się pewnie puste i płaskie - ale dla mnie, gdy tak maszerowałam dziś przez pola, przez zamieć, zawieję, kurniawę - każdy obraz śniegu, każde załamanie światła, matowość i blask, rozkład barwnych plam - to wszystko było ILUSTRACJĄ tych niezwykłych listów, które ojciec-malarz i filozof pisał do syna-genialnego improduktywa ku jego rosnącej irytacji - a które dotarły do mnie, po ponad stu latach (przez jaką ironię losu muszę żyć tu i teraz?) i trafiły prosto w serce.
Przepraszam, że nie bywam już tak często na zaprzyjaźnionych blogach. Porwała mnie ta książka, ta zima i jestem (chwilowo? na dłużej?) stracona dla blogowego życia. Nie chcę zostawiać zdawkowych komentarzy, nie chcę, żeby to wszystko stało się powierzchowne. Czas jest cenny. Muszę zastanowić się nad tym prawdziwym, realnym życiem, muszę je przebudować, póki jeszcze jest po temu czas. Zbudować "więźbę ducha" jak mawiał Witkiewicz. Porzucić rozproszenie myśli, skonsolidować, umocnić to, co najważniejsze. Uchwycić istotność życia.
To oczywiście nie jest pożegnanie! Ani jakaś teatralna kokieteria, żaden ze mnie "demon trzeciej klasy"... To będzie tylko, jak sądzę, niedługa przerwa - na wyciszenie, myślenie, czytanie, na "rozmowy istotne" prowadzone z autorem/autorami tej czy innych książek, z samą sobą. Chciałam to wyjaśnić, by moje milczenie Was nie martwiło. Gdyby ktoś chciał do mnie napisać - adres pozostaje bez zmian.
Bądźcie zdrowi! Niech Wasze dni będą jasne!
Śnieg to jest n + 1 barwnych motywów, motywów formy i modelacji:







































