"Bóg Ojciec - Stań się!" - tak zwie się słynny witraż Wyspiańskiego z kościoła oo. Franciszkanów. Zwany jest także jako "Stworzenie świata", a pierwotnie nosił nazwę "Bóg wyprowadza świat z chaosu".
Inna nazwa, która z niepojętych względów najbardziej do mnie przemawia, to "Świat wyprowadzony z chaosu" - chociaż wyraźnie akcent przeniesiony jest w niej z boskiej istoty Stwórcy na nieszczęsną materię. A to przecież Bóg, Stwórca dominuje w przestrzeni witraża, boskie "fiat" wstrząsa chaosem, straszliwy i potężny gest stworzenia porusza płomienie i wody żywiołów. Świat - nowy nieskazitelną nowością - tworzy się, wyłania tam na dole, w ciemnościach, pośród wód. De profundis. Wydźwignięty z głębokości, wirującej immaterii chaosu. W lewym, dolnym rogu, u stóp.

Małe wyjaśnienie, nie w porę.
Pozwólcie, że porzucę encyklopedyczne drogi. Zresztą, o tym witrażu napisano już wszystko - czy warto zbierać najważniejsze wątki i tworzyć erudycyjną opowieść dla uczniów pilnie poszukujących gotowych rozwiązań, informacji w pigułce? tym wystarczy wikipedia, a ja pozostanę przy mojej skąpej wiedzy, okruchach informacji, subiektywizmie. Zresztą, zdobędę się na szczerość - pozostanę przy: ignorancji, może też lenistwie, na pewno braku czasu. Być może grafomanii.
Wyznanie.
Chciałabym zebrać wiedzę solidną, takie krakowskie "Gruntlagen" zbudować podobnie jak Frege i inni mistycy logiki budowali podstawy języka arytmetyki - zdefiniować, zebrać to, co pewne, opatrzyć przypisami, przejrzeć dostępną literaturę przedmiotu, dołączyć do tego aparat badawczy (przemyślna machineria, tak go sobie zawsze wyobrażam ;) pisać przypisy do przypisów, budować strukturę: ważne, pomocne, drugoplanowe, zbędne, nieprawdziwe.
Zebrać Całość. Zaiste, urodziłam się w niewłaściwym czasie - oświeceniowi encyklopedyści mieli zapewne podobne ambicje, albo średniowieczni teolodzy. Jakkolwiek to zestawienie brzmi dość absurdalnie.
Jako też absurdalny jest sam pomysł takiego kompendium. Nierealny i śmieszny. Nie bierze pod uwagę ogromu wiedzy, jaka narasta lawinowo co rok, co miesiąc, miliony drukowanych słów. Pozostaje mi pozostać przy drugiej skrajności - wiedzy szczątkowej, fragmentarycznej, okruchów zebranych tu i tam, wyczytanych, zapomnianych, przypomnianych bez podania źródeł. Trochę to "postmodernistyczne" - choć samego terminu nie lubię, ani tego, co się pod nim kryje - właśnie chaos, rozprzężenie, wirujące skrawki słów, wrażeń. Rozpad. Chaos.
Chciałabym, żeby ten świat dało się wydobyć z chaosu.
Nie tylko świat słowa, naszego ubogiego chaotycznego języka, wytartych słów, obdartych ze znaczeń, strywializowanych. Ale świat, w którym przyszło nam żyć.
Aby na boskie "fiat" i na efekty tego gestu stworzenia dało się odpowiedzieć: "fiat volontas tuas" - nie myśląc przy tym o chaosie: chorobach, cierpieniu, złu, które wplątane są w materię świata, cierpieniu niewinnych (cierpieniu dzieci - które jako niepodważalny dowód na niesprawiedliwość boskich wyroków przytoczył Dostojewski w "Braciach Karamazow").
Świat wyprowadzony z chaosu. Móc ujrzeć go kiedyś.
***
A teraz "szumy zlepy ciągi" - jak u Białoszewskiego - co u mnie znaczy: chaos powracających informacji, zapamiętanych bez ładu i składu.
Witraż jest ogromny i, pomijając pracochłonne studia i prace, które doprowadziły do powstania samego projektu, sama walka z materią - czyli wykonanie witraża i jego montaż, były tytaniczną pracą. Wykonaniem witraża nie zajmowała się - jak błędnie myślałam dotąd - pracownia witraży Żeleńskiego, lecz fabryka szkieł w Innsbrucku: Tiroler Glasmalerei und Cathedralen Glashutte. Witraż zamontowano w kościele jesienią 1904 roku - ale inne źródło podaje, że witraż ukończono w 1905.
Czytałam gdzieś, że sam autor, gdy ujrzał swoje dzieło już na właściwym miejscu (ściana nad głównym wejściem do kościoła w fasadzie zachodniej - świątynia orientowana jest E-W, z prezbiterium, jak należy, od wschodniej strony), miał powiedzieć wtedy te słowa:
"Dobrze. Całkiem dobrze."
Autor witraża, ma się rozumieć, nie świata - ale jeśli dobrze pamiętam, to paralela jest zastanawiająca...
Trzeba tu też zaznaczyć, że - jeśli dobrze pamiętam - wydostanie świata z chaosu to tradycja hebrajska, my częściej przywołujemy chyba grecką: kolejnych etapów stworzenia, dzień po dniu. I odpoczynku dnia siódmego, kiedy to Bóg zadowolony ze swego dzieła rzekł:
"Dobrze. Całkiem dobrze."
Czy coś podobnego ;)

Bóg z witraża Wyspiańskiego przypomina dzieła Michała Anioła.
Zauważcie - widziany z wnętrza kościoła podnosi lewą (!) rękę. Ponoć dlatego, że przy montażu doszło do pomyłki i witraż został wstawiony odwrotnie - czy to możliwe? Koniecznie muszę to sprawdzić. A może ktoś wie?
Wspominałam już, że witraż znajduje się w zachodniej ścianie kościoła - to bardzo ważne!
"Gdy łuny zachodu rozświetlą witraż"... albo opowiem o tym spokojniej: światło jest pełnoprawnym elementem konstrukcji witraża, w zależności od pory dnia rozświetla go i przygasza, wydobywa barwy chłodne, wtedy dominuje żywioł wody i powietrza, kiedy indziej znów rozpala mocniej płonące wstęgi ognia.
W chłodnych odcieniach żywiołu wody:

W gorącym, jaskrawym słońcu zachodu jeszcze go nie widziałam.
Tutaj w zgaszonym popołudniowym świetle pochmurnego dnia:

Splątane żywioły, pasma chaosu. Spójrzcie na dłonie Stwórcy.
Lewa dłoń w geście stworzenia, prawa opanowuje żywioły - w żyłach krąży żywioł życia.
Oczy - bez źrenic - obce, boskie, nie-ludzkie, całe wypełnione błękitną materią.

Lub czarną, gdy nadchodzi zmrok.

***
Inne witraże na blogu
Kraków i okolice zobaczyć można tutaj:
KRAKOWSKIE WITRAŻE albo w zakładkach na lewym marginesie - tam są wszystkie dotychczasowe wpisy posegregowane dzięki delicious bookmarks.
***
Jak zwykle dziękuję Wam za godną podziwu cierpliwość :)
Gdyby ktoś miał chęć dorzucić mniejsze lub większe okruchy wiedzy, podzielić się czymś, co ważne albo poprawić mnie, gdy mylę się straszliwie - piszcie koniecznie!
Wasze uwagi i komentarze to dla mnie zawsze wyjątkowa lektura :)
Niedawno ktoś z Was podzielił się ze mną wierszem Wyspiańskiego - a rzecz tyczy się - w skrócie - ludzkiej skłonności do przylepiania etykiet wszelkim, zwłaszcza nowym zjawiskom, porządkowania i... popadania w schematy. Otóż zniecierpliwiony tym, że wszystko, co stworzył - w szczególności poszło o wystrój gmachu Towarzystwa Lekarskiego - krytycy wrzucali radośnie do pojemnego worka z modną, choć nie do końca zrozumianą nazwą "secesja", Wyspiański odpowiedział takim oto wierszykiem:
"Wyuczono papugę wyrazów o sztuce
przyznać trzeba, że łatwość miała w tej nauce;
więc gdy wyraz "secesja" wymawiać pojęła,
witała tym wyrazem wszystkie nowe dzieła.
Więc styl mój krzeseł z lekarskiego domu
nazwała "secesyjny" - płynnie i bez sromu.
Czekać trzeba cierpliwie, aż po pewnym czasie
nowy frazes papudze w pamięć wbić znów da się.
Jakkolwiek rzecz ta kształtu Sztuki nie odmieni,
frazes jednak wystarczy, by MYŚL diabli wzięni"
:)
Holly, dziękuję!!
***
Przepraszam, że częstotliwość moich wpisów stała się ostatnio tak karygodna.
Szykują się zmiany. A nawet Zmiany.
Postanowiłam dokonać może nierozsądnego wyboru i zmienić sporo elementów dotąd stabilnych. Przestawić zwrotnicę ;)
Rozpocząć coś nowego, postawić sporo na nową kartę.
I mam nadzieję, że także ten mój świat uda się wyprowadzić z chaosu.
Jeszcze za wcześnie, by się chwalić, za wcześnie, by o tym wspominać - nie chcę zapeszyć :)
Gdy już sprawa będzie pewna - podzielę się z Wami dobrą wiadomością.
Muszę kończyć - kilkanaście dni bez bloga i w intensywnym realnym życiu sprawiło, że ta notka będzie wyjątkowo długa w czytaniu. Eh, grafomania, podobno to się da leczyć ;)
Tymczasem - żegnam Was znów na kilka dni. Teraz czas będzie szczególny - uważajcie na siebie w podróży! I w ogóle - uważajcie na siebie i nie dajcie się siłom chaosu. Niech Wasze drogi będą proste, serca lekkie, a myśli pełne nadziei - przecież to nie jest, tak sobie tłumaczę, smutne święto. Pamięć o bliskich i drogich osobach - jak mogłaby być smutna? Najsmutniejsza byłaby niepamięć.