sobota, 14 stycznia 2012

Gniazdo zimy

Stanisław Witkiewicz Widok tatrzański - gniazdo zimy

Zakopane, 2 kwietnia 1906

Mój Staśku drogi!
Śnieg sypie się jak z worka. Lasu z mego okna nie widać i ledwo majaczeje wieża na podlasiu. Zima taka, kajżeby miała zamiar trwać jeszcze kilka miesięcy. Pod Gubałówką w tej masie śniegu płynie szeroko woda, której już przybyło po uprzednich roztopach. Ski znowu w użyciu. Ja maluję to Gniazdo zimy, więc z jednej strony, mam satysfakcję patrzenia na te zaspy i notowania ich w pamięci, ale z drugiej, wolałbym już nie widzieć żywego śniegu, tylko ten mój wyobrażony, bo ta ciągła zmienność natury zachwiewa obrazem. Śnieg to jest n + 1 barwnych motywów i motywów formy, modelacji i trzeba w obrazie się zdecydować na coś i konsekwentnie pewien motyw przeprowadzić. Teraz jestem zdecydowany. Ale musiałem przez te parę tygodni odbyć ogromną drogę, już dawniej odbytą, na nowo, żeby zostać malarzem. Te długie przerwy chronią wprawdzie od maniery, ale odzwyczajają od wyobrażania i człowiek  przychodzi do obrazu bardziej z myślą niż  z wyobrażeniem barwnym. Więc przeżywa się dużo klęsk. Bardzo czekam TWego przyjazdu i Twego zdania.


Stanisław Witkiewicz, Listy do syna, PIW, Warszawa 1969, s. 242.

Czytam Witkiewicza Listy do syna. Ponad osiemset stron listów pisanych przez kilkanaście lat, czasem nawet codziennie, świadectwo ogromnej mądrości, indywidualności twórczej, zapis procesu kształtowania duchowego młodego człowieka przez niezwykłego ojca-przyjaciela-mistrza. Program kierowania, kształtowania umysłu, otwierania dróg. Opis polemiki, nieodzownego buntu i starcia dwóch wielkich indywidualności. Witkiewicz-ojciec to umysłowość najwyższej próby, człowiek niezwykłej wrażliwości i niezłomnej sile ducha - cóż, kiedy system szkolnictwa, z którym tak zaciekle walczył, wpisuje go po latach automatycznie w kategorię młodopolskich malarzy, publicystów, teoretyków sztuki. Taki starzec w pelerynie, zakopiański krewny Przybyszewskiego, tyle że bardziej nudny. Ojciec Witkacego, tak. Dobrze jeszcze, jeśli kojarzy się go ze stylem zakopiańskim. Ironia losu!

Jak dobrze, że udało mi się odkryć ten niezwykły umysł, ogromną inteligencję - nie cyniczną a współczującą. Przenikliwość spojrzenia na sztukę, na malarstwo, ludzi, na ludzkie życie budowane jak dzieło sztuki - lecz nie w oderwaniu od życia. I co mogę dodać jeszcze? Wdzięczna jestem czytelniczemu przypadkowi, który od czytania Witkacego pokierował mnie ku tym listom. To już czwarty czy piąty wieczór... a jeszcze tyle przede mną. Ścieżki umysłu, podróże w czasie. Są tu oczywiście moje Tatry i Zakopane, jakiego nigdy nie widziałam i nigdy nie zobaczę, bo zniszczone już przez ludzką głupotę i nieuchronną trywializację, zbydlęcenie życia. Jest i Kraków... ale jaki! Jak wspaniale jest widzieć go oczyma pisarza, artysty, po prostu człowieka tego formatu! Jeśli znajdę czas na internet i tę pisaninę, która wydaje mi się coraz bardziej pozbawiona wartości - to zacytuję kiedyś krakowskie fragmenty Listów. Książka jest opatrzona ogromną ilością przypisów - komentarze Anny Micińskiej i Bożeny Danek-Wojnowskiej to wręcz książka w książce, są wspaniałym uzupełnieniem, źródłem rzetelnej wiedzy o miejscach, ludziach, wydarzeniach.

Dlaczego dziś nie wydaje się TAKICH książek? Dlaczego nie wydaje się książek w TAKI sposób?

Tymczasem przyszła zima, Kraków bardziej odległy niż zwykle, ale - gdy mam taką książkę i tyle jeszcze innych, do których ona prowadzi - to już nie jest takie złe. Chodzę na długie spacery, obserwuję świat, malarską zmienność świata i światła i śniegu. Bez myśli, która te obrazy (tzn. moje zimowe zdjęcia) unosi, wydadzą się pewnie puste i płaskie - ale dla mnie, gdy tak maszerowałam dziś przez pola, przez zamieć, zawieję, kurniawę - każdy obraz śniegu, każde załamanie światła, matowość i blask, rozkład barwnych plam - to wszystko było ILUSTRACJĄ tych niezwykłych listów, które ojciec-malarz i filozof pisał do syna-genialnego improduktywa ku jego rosnącej irytacji - a które dotarły do mnie, po ponad stu latach (przez jaką ironię losu muszę żyć tu i teraz?) i trafiły prosto w serce.

Przepraszam, że nie bywam już tak często na zaprzyjaźnionych blogach. Porwała mnie ta książka, ta zima i jestem (chwilowo? na dłużej?) stracona dla blogowego życia. Nie chcę zostawiać zdawkowych komentarzy, nie chcę, żeby to wszystko stało się powierzchowne. Czas jest cenny. Muszę zastanowić się nad tym prawdziwym, realnym życiem, muszę je przebudować, póki jeszcze jest po temu czas. Zbudować "więźbę ducha" jak mawiał Witkiewicz. Porzucić rozproszenie myśli, skonsolidować, umocnić to, co najważniejsze. Uchwycić istotność życia.

To oczywiście nie jest pożegnanie! Ani jakaś teatralna kokieteria, żaden ze mnie "demon trzeciej klasy"... To będzie tylko, jak sądzę, niedługa przerwa - na wyciszenie, myślenie, czytanie, na "rozmowy istotne" prowadzone z autorem/autorami tej czy innych książek, z samą sobą. Chciałam to wyjaśnić, by moje milczenie Was nie martwiło. Gdyby ktoś chciał do mnie napisać - adres pozostaje bez zmian.

Bądźcie zdrowi! Niech Wasze dni będą jasne!


 Śnieg to jest n + 1 barwnych motywów, motywów formy i modelacji:




    


 

 

 


39 komentarzy:

  1. A Warszawę zasypało. I tylko szkoda, że w oddali nie majaczą jakie Tatry. I do Krakowa tak daleko. I do wiosny. A u mnie wciąż Iwaszkiewicz i jego Dzienniki, czytane na przekór od końca. A co? Może i nierówna, ale jednak walka z czasem...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Moniko, teraz gdy o tym myślę - to chyba najlepszy sposób czytania dzienników. Może nie wszystkich, ale Iwaszkiewicza na pewno! Zobacz - od starego pana w wagonie kolejki (ten z Panien z Wilka u Wajdy, pamiętasz?) nieszczęśliwego i samotnego, przez powojenne dylematy, przez ostatnie miłości, przez dzielne wojenne lata (tu był wspaniały!) aż wreszcie znajdziesz się w dwudziestoleciu, najpierw będzie sława i dyplomatyczne placówki, potem Skamander, potem Tatry a na koniec... młodzieńczy, wilde'owski, estetyzujący i kochliwy chłopak w Kijowie. Coraz jaśniej :)
    Mnie też zasypał ten śnieg... ale, paradoksalnie - trochę lżej mi teraz na duszy. Widniej!
    Serdeczności dla Ciebie!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. No pewnie, że pamiętam Iwaszkiewicza w wagonie kolejki...i młody Olbrychski-Ruben i ten świat, do którego tak tęskno. I żal mi tylko, że w Dziennikach nie ma zapisków z dwudziestolecia międzywojennego. Mojej ukochanej epoki...ale i tak Iwaszkiewicz fascynuje i wzrusza.Narzeka na samotność, niezrozumienie i zbiera się na tamten świat już w latach 50. A tu dożył do 1980 roku w świetnej formie intelektualnej. Gdzie są dzisiaj tacy pisarze?
    Z innej beczki. Wiesz, że byłam w Krakowie. I myślałam o Tobie- i w pewien sposób spotkałam się z Tobą:) Wiesz jak bardzo cenię Twoje zdjęcia, wiele z nich mam wrytych w pamięć, i chodząc tak po moim Krakowie, odnajdywałam te miejsca, z których robiłaś niektóre z nich. To było niezwykłe, jakiś widok i wiedziałam, że patrzyłaś z tego samego miejsca, na którym stoję. Tak było na przykład z ostatnim zdjęciem z wpisu z dnia 26 lutego 2011 (" z ulicy Wenecja do Sukiennic" - ten widok zamyka ulicę Jabłonowskich jak mniemam...)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. W "Pannach z Wilka" zdjęcia były przepiękne - a widok starego poety wzruszający. Miłosz też o tym wspominał w liście do J. Tak jakoś miałam wrażenie, że lata międzywojenne są obecne w Dziennikach, pewnie nałożył mi się tutaj obraz z innych książek, może listów, może wspomnień.

      I ja myślałam o Tobie-spacerującej-ulicami-Krakowa :) I o krzyżujących się ścieżkach. Szkoda jedynie, że pogoda była wtedy taka szara, niezimowa, niezdjęciowa. Chociaż w taki melancholijny Kraków też lubię - "młodopolski". Tak, pamiętam tamten widok - uniwersytet i wieże. Tylko późną jesienią, zimą i bezlistną wiosną!

      W tym tygodniu postaram się odwiedzić zimowy Kraków (jeśli jeszcze zima będzie :) Zobaczyć obrazy Witkiewicza, przejść jego ścieżkami.

      Usuń na zawsze
    2. Niestety w Dziennikach są tylko krótkie zapiski z 1921 roku. Trochę żal, bo miałam nadzieję na wspomnienia z Warszawy międzywojnia. Tuwim, Wierzyński i inni Skamandryci, kabarety, teatry...ale i tak dla mnie najbardziej interesujący jest stary poeta i jego próba mierzenia się z przemijaniem. Chyba mam starą duszę... I tu odpowiem też Tobie i Nutcie- tak, niestety zalewają nas książki schlebiające masowym gustom (ja w sumie nawet nie twierdzę, że to źle-myślę, że lepiej czytać cokolwiek niż nie czytać nic. Zawsze istnieje szansa na jakieś oczarowanie).Tyle tylko, że ja nie tego szukam, nie poradników z gotową receptą na wszystko, nie sensacji dla sensacji...także niestety coraz częściej obserwuję, że krążę wokół ciągle tych samych dawnych książek i nazwisk. Bo gdzie szukać wartościowych nowości?

      Usuń na zawsze
    3. O czasach "skamandryckich" i nawet wcześniejszych, o samych początkach warszawskiego życia opowiada mocno już zapomniana powieść/powiastka ;) "Hilary, syn buchaltera". Przy założeniu oczywiście, że istnieje tożsamość autora i podmiotu, a w jakiejś mierze na pewno tak. Takie urocze iuvenilia, na pewno nie jest to wielka proza, ale jeśli nie czytałaś, to warto. Natomiast starość Iwaszkiewicza to coś, co i mnie porusza. W ogóle: dojrzałość. I nawet gdy oglądam fotografie tych moich znanych-lubianych, to dla mnie najbardziej wyraziści są w późnych latach, już naznaczeni, z rysami wykutymi przez los. Weź choćby zdjęcia młodego Karola Szymanowskiego (fircyk! ;) i te z lat 30-tych. No. Taka dygresja, jak to u mnie zawsze.

      Ja od lat... ? nie znalazłam naprawdę dobrych nowości. Nie licząc "Nieznanego portretu Krakowa", który jest b. wartościowy, ale w swojej kategorii oczywiście.

      Usuń na zawsze
  4. Książki wydaje się pospiesznie i niestarannie (na pewno nie wszystkie) i dużą ilością literówek, nawet błędów ortograficznych, niewłaściwego przełożenia rzeczowników własnych. Wydać, spróbować zrobić wokół niej tzw. szum medialny i przejść do kolejnej gwiazdy wydawniczej. Od czytelnika będzie jednak zależało, czy będzie poszukiwał i oczekiwał takich rarytasów wydawniczych jak ta, o której piszesz. Bądźmy optymistami. O Iwaszkiewiczu próbowano zapomnieć ze względu na postawę w czasach PRL, bo nie zmienił opcji politycznej tak jak inni koledzy po piórze z różnych powodów, a jednak jest wciąż odkrywany przez kolejnych czytelników. Okazuje się, że jego poezja i proza nie starzeje się.

    Zima otworzyła worek i trochę zawartości rozsypała. Zaskakujące są te łodyżki, suche badylki,które wydostają się spod śniegu - wyglądają jak jakieś owady wydostające się na wolność,powiewające tajemniczymi pióropuszami.
    Miłego czasu z lekturą:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Tak - trochę uogólniłam, na pewno jeszcze są wydawane dobre i wartościowe książki, tylko giną w morzu marnej pisaniny. Teraz każdy może pisać i wydawać, wszystko zostaje literaturą, przepisy kuchenne i tysiąc razy przerabiana słodka Toskania, "weź życie w swoje ręce", jakieś psychologiczne bzdury. Książka stała się wyłącznie produktem, towarem. Nie mam wiele optymizmu - system szkolnictwa jest taki a nie inny, a masowe gusta... Sprawdzają się wszystkie przewidywania Witkacego. Odcinam się od tego, zostaję anachoretą ;)

    Wszystkiego dobrego dla Ciebie, Nutto :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. :)) Przeczytałam jedną z tych szczęśliwych książek, ale o Prowansji, równocześnie mądre rozważania o strukturze powieści i opowiadań Llosy. Jedna z rad dla młodego pisarza dotyczy czytania, ale wyłącznie dobrej literatury.Sam posługuje się przykładami z klasyki tej starszej i nowszej.
      Pięknych spacerów:)

      Usuń na zawsze
    2. Nutto :)) Mnie bardzo brakuje tych "szczęśliwych" książek - takich, które by były przy tym dobrze napisane. Takich, które - jak pisałam w odpowiedzi Ikroopce - mogłabym czytać dla przyjemności i z przyjemnością. Poza niezrównaną Agathą nic mi nie przychodzi teraz do głowy. Piękne Toskanie i Prowansje... czasem mi żal, że je przerobiono właśnie tak, na literacką (?) maszynkę do zarabiania pieniędzy. Czytałam parę lat temu pierwszą część tego słynnego cyklu prowansalskiego (za nic nie przypomnę sobie teraz nazwiska, ten Amerykanin) i OK, choć za kuchnią i czytaniem o kuchni nie przepadam ;) Ale kolejny, i kolejny... Wychodzi schematyzm.

      Rady dla młodego pisarza na pewno słuszna i właściwie ciągle ją stosuję (choć nie zamierzam zostać pisarzem a już na pewno, niestety! nie młodym pisarzem) - ale zwyczajne życie swoją drogą i są takie dni, kiedy naprawdę zapomniałabym o całym świecie i nie mogę znaleźć takiej lekkiej literatury dla siebie.

      Spacery pięknie się udają, dziękuję :) Dziś, tak jak prawie codziennie, zrobiłam 6 kilometrów śnieżnych marszobiegów. Od razu lepszy nastrój :)

      Usuń na zawsze
  6. Ado,a czytałaś może listy Witkacego do żony? - także porywająca lektura. Z innego jednak względu, bo nie ma w niej filozoficznych rozważań, impresji na temat krajobrazów, czy kondycji współczesnego człowieka. Jest za to samo życie, w jego wszystkich barwach. Życie, które raz uwiera, raz staje się przyczyną samej radości :))). Dobrego czasu!!! Niech Twoje wyciszenie będzie dla Ciebie owocne!!! :)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Znam tylko fragmenty, niestety. Ale będę czytać w najbliższym czasie - moja "faza witkiewiczowska" trwa i ma się dobrze :) Podziwiam jego żonę ogromnie, mam do niej wiele sympatii - a tak smutno i źle potoczyły się jej losy. W ubiegłym roku widziałam wystawę fotografii Witkacego w galerii na Kozińcu w Zakopanem, i zdjęcia Jadwigi z Unrugów - niezapomniane.

      Dziękuję :) Będę nad tym pracować!
      Serdeczności dla Ciebie :)

      Usuń na zawsze
    2. Czas odwilży. Mam nadzieję, że nadchodzi. W każdym razie czuję go już w nozdrzach. U mnie też była hibernacja, posucha na blogu. Dużo serdeczności dla Ciebie :).

      Usuń na zawsze
    3. Tak, dziś już odwilż, ale śniegu jeszcze dużo na polach. Powietrze pachnie już inaczej, pomyślałam sobie dziś, takim przed-przedwiośniem. Ale wieczorem: rozgwieżdżone niebo i obawiam się, że mogą wrócić mrozy. Chyba jeszcze hibernacja :) Pozdrawiam ciepło na przekór prognozom :)

      Usuń na zawsze
  7. Czasem trzeba oderwać się od blogów, mediów i w ogóle różńych ...ów i pobyc ze soba, książka, naturą. Rozumiem to doskonale i cierpliwie czekam na Twój powrót:)
    Zima do nas też dotarła z całą swoją mocą! Jest biało, pięknie, las ucichł!
    A książki - cóż, mimo wsystko zawsze można wyszperać cos pięknego dla siebie!
    Serdecznie i ciepło Cię pozdrawiam.
    j.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Joo, właśnie taki czas teraz nadszedł, poczułam jakąś całkowitą, nieodpartą konieczność. Internet zabiera mi tyle czasu - a w ostatnich tygodniach odkryłam na nowo przyjemności tamtej dawnej, przedinternetowej ery: bardzo długie spacery, czytanie, pisanie, myślenie. Nie fragmentaryczne, migawkowe, ulotne, ale bardziej... długodystansowe.
      W lecie, z racji prac różnych, nie będę miała na to w ogóle czasu i codzienne ślęczenie przed komputerem będzie "życiową koniecznością". Postanowiłam więc teraz trochę odpocząć. Dziękuję, że rozumiesz :)

      Usuń na zawsze
  8. I wreszcie zima odkrywa swoją piękna twarz. Myślę, że to najlepszy moment na nadrabianie zaległości czytelniczych, przy kubku herbaty, ciepłym kominku i ze wspaniałą literaturą, chociażby Witkiewiczem. Już nie mogę doczekać się ferii zimowych, gdyż moja lista "do przeczytania" zapełniona jest po brzegi. A na niej wiele pozycji, które polecasz Ado, które czytujesz. Oby starczyło czasu. Pozdrawiam gorąco.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Nie myślałam, że uda mi się polubić zimę. A w każdym razie - pogodzić się z nią. A jednak... Książki i trochę więcej wolnego czasu, trochę więcej dystansu. Tak! Oby starczyło nam czasu na wszystkie książki, o jakich marzymy :) Niech ferie przyjdą jak najszybciej a potem niech czas dla Ciebie zwolni tak bardzo, jak to tylko możliwe!

      Usuń na zawsze
  9. Zdjęcia urokliwe, ostatnio ciągnie mnie do takiej bezbrzeżnej pustki.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. Piękny post.
    Witkiewicz to w ogóle niesamowity facet był.
    a tak a propos "Śnieg to jest n + 1 barwnych motywów i motywów formy, modelacji i trzeba w obrazie się zdecydować na coś i konsekwentnie pewien motyw przeprowadzić." - od tego zdania powinny się zaczynać wszystkie poradniki robienia fotografii zimowej.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! A Witkiewicz - to moje największe odkrycie ostatnich miesięcy. Witkiewicz-ojciec, ma się rozumieć, bo Stanisława Ignacego czytywałam, choć nie w takich dawkach jak ostatnio.
      A czy wiesz, że i ojciec i syn pasjonowali się fotografią? Witkacy ma tu genialne - moim zdaniem - osiągnięcia. A Ojciec patrzył malarsko, jak na studium przedmiotu, koloru. To jeden z najbardziej niedocenianych malarzy i teoretyków sztuki tamtego czasu.

      Usuń na zawsze
  11. Zmiany, zmiany, zmiany.
    Piękne zdjęcie w nagłówku i post tuż pod nim niezwykły. To mnie zastało dzisiaj na Twoim blogu. Cudownie koresponduje ten obraz Witkiewicza z Twoimi zimowymi zdjęciami, które wcale nie wydały mi się płaskie i puste.
    Po raz kolejny odkrywasz przede mną coś ważnego i naprawdę wartościowego. Każda książka, o której wspominasz, staje się dla mnie lekturą obowiązkową. Mam nadzieję, że starczy mi życia na ich przeczytanie ;-)
    Życzę Ci, aby czas wyciszenia był dla Ciebie owocny i dobrze spożytkowany.
    Ciepłe pozdrowienia :-))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Anito, dziękuję :) Zmiany są dobre - a przynajmniej zrobię wszystko, co będę mogła, żeby je przekuć na coś dobrego. A to, co mówisz o książkach, o inspiracjach - bardzo, bardzo dla mnie ważne! Lubię dzielić się literackimi odkryciami, nowaliami i tymi od dawna znanymi, serdecznymi książkami. Z ludźmi, których cenię i lubię. Tak miło jest pomyśleć, że Ty w tej chwili czytasz może "Księgę ziół", ktoś inny może Brodskiego :) I tak się krzyżują ścieżki myśli.
      Postaram się, żeby ten czas był owocny. Postaram się wrócić z opowieściami o dobrych książkach.

      Usuń na zawsze
    2. Masz stanowczo rację co do listów Witkiewicza ojca do Witkiewicza syna, ja czytałam je jedynie we we fragmentach w książce Tomasza Bocheńskiego, Witkacy i reszta świata. Chciałabym również móc kiedyś sięgnąć po tom Listów o którym piszesz.

      Księga ziół zainspirowałam się u Ciebie na blogu:)

      Dobrych myśli, zwolnienia (ja niestety nie mogę obecnie) i odpoczynku od blogowego życia. Pozdrawiam ciepło:)

      Usuń na zawsze
    3. O, właśnie, przypomniałaś mi książkę Bocheńskiego, którą recenzowałaś u siebie. Kiedyś jej poszukam. A gdybyś poszukiwała kiedyś dla siebie czy dla kogoś bardzo dobrego omówienia twórczości Witkacego - to polecam książki prof. Błońskiego, dwa niewielkie tomy.

      Wyobrażam sobie, że nie masz czasu teraz na wypoczynek, ale życzę chociaż krótkich chwil wytchnienia :)

      Usuń na zawsze
  12. Hej Ada
    Poszperam za tymi listami na allegro, brakuje mi takiej lektury. Pamiętam jak połykałem listy Tołstoja (dwutomowe wydanie z całego jego życia). Obcowanie z takimi umysłami daje jakieś ukojenie - że są tacy ludzie, jest ta wrażliwość i myśli głębokie, ludzie nie są skazani na trywialność i głupotę.
    Dużo łagodnej pogody z twojego postu płynie. Ciepło:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Kojące, tak! Dla mnie niezwykłe, że ta myśl sprzed ponad stu lat tak wiele wyjaśnia, jest wskazaniem drogi, jest nieustannym mierzeniem się z problemami ducha, umysłu. Dziś nie ma (albo uczciwiej powinnam powiedzieć: nie znam) takich myślicieli. Rozważa się o ponowoczesności albo już post-ponowoczesności, nie pamiętam. I nic istotnego nie wynika stąd dla życia ludzi.
      Twoje wspomnienie o Tołstoju - bardzo adekwatne! Otóż Witkiewicz pisał tak: "Literatura, którą się całą zimę karmię, jest Tołstoj. Nic równie mnie bliskiego jako sztuka nie znam. A potem dużo, choć nie wszystko z jego filozofii tak bardzo odpowiada moim pojęciom." A w zbiorze opowiadań "Z Tatr" jest ponoć jakiś tekst Tołstoja przetłumaczony przez W. na... gwarę góralską i nosi piękny tytuł "Cem ludzie zyjom" :) Lubię takie zbiegi okoliczności (które pewnie wcale nimi nie są).
      Dziękuję za odwiedziny!

      Usuń na zawsze
    2. PS
      Listy Witkiewicza kupiłam parę dni temu na allegro za... 15 zł, plus koszt wysyłki, plus łapówka dla listonosza, żeby się nie zniechęcił zimową porą, to i tak jest chyba najbardziej udane książkowe polowanie w ostatnim czasie :)

      Usuń na zawsze
  13. Zdaje się, że zmiana raz na jakiś czas jest nieodzowna do zachowania równowagi;)
    Ja wsiąkłam ostatnio w inne klimaty, czytam o znikającej Miedziance, miasteczku na Dolnym Sląsku, a w przerwie odświeżam znajomośc z ...Agatą Christie;)
    nie ma nic lepszego na wszelkie chandry, jak lektura nie zmuszająca do myslenia;)
    Pozdrawiam i dobrze życzę.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  14. Agata Christie jest niezawodna! Nie tylko na chandrę :) Poza tym jest to właśnie ten typ literatury, jakiego ogromnie mi brakuje - coś lekkiego, a przy tym niech będzie dobrze napisane, z pomysłem. Ja przecież broń Boże nie neguję, że lżejsza literatura jest potrzebna, nie wyśmiewam się z "Toskanii" czy innej "Prowansji" (pomimo schematyzmu i tak stoją jak dla mnie o kilkadziesiąt półek wyżej niż ich polskie odpowiedniki). Ale niech to będzie... dobra książka, po prostu dobra. A takich jest mało. Jak już wrócę do pisania blogu po tych moich zimowych wakacjach, to właśnie poproszę o namiary na takie książki - czytane dla przyjemności i z przyjemnością.
    Serdeczności dla Ciebie!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  15. Ado, na znak, że nasze drogi ciągle się przecinają w czytanej przeze mnie książce "Kraj z księżyca" M.Morana znalazłam wzmiankę o Stanisławie Witkiewiczu i cytat z tych właśnie listów do syna. Kolejny przykład naszych ulubionych zbiegów okoliczności ;-)
    Miłego dnia!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  16. O, to piękne! Rzeczywiście niespodziewany zbieg okoliczności, lubię :)
    Nie słyszałam jeszcze o tej książce, więc przed chwilą sprawdziłam - to Australiczyk (jeśli czegoś nie przeoczyłam w pospiesznym czytaniu). A to nam daje jeszcze jeden związek - a mianowicie podróż młodego, zrozpaczonego Witkiewicza (syna) wraz z Bronisławem Malinowskim do Australii. Podróż, która była cezurą jego dotychczasowego życia (już nigdy nie zobaczył ojca). Tak więc i w jego życiu (artystycznym życiu też) i w losach Europy - przełom.
    Miłego czytania :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  17. Ado, o tej przyjaźni również Moran wspomina ;-) Ogólnie ciekawa książka, może kiedyś znajdziesz czas na nią.
    Teraz zabieram się za coś zupełnie innego, tym razem literatura izraelska, dla mnie całkowita nowość.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu :-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  18. Ado co słychać w Krakowie i okolicach? Tęsknimy za Tobą:)))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  19. Niekończąca się zima, Kraków bardzo daleki. Na szczęście - książki! Czytam, czytam i czekam na wiosnę. Dziękuję za pamięć :)
    Wszystkich czytelników proszę o cierpliwość i przepraszam - kiedyś skończy się ta hibernacja, na pewno!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  20. Zima w Krakowie nie jest niestety taka piękna jak w górach lub nawet za miastem

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  21. Zaglądamy, czekamy, rozmyślamy :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
    Odpowiedzi
    1. Zbyszku, dziękuję za pamięć :) Myślę, że już wkrótce dehibernuję ;) blog, już najwyższa pora.

      Usuń na zawsze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...