poniedziałek, 26 grudnia 2011

Bernardyni. Szopka.

Szopka w kościele Bernardynów - nowe zdjęcia grudzień 2011 r.

Można zacząć tak: odwiedzić stronę internetową Olgi Tokarczuk, wejść w zakładkę "teksty" i przeczytać tekst "Pstrąg w migdałach". Opowieść o kreowaniu rzeczywistości, o tajemnicy stwarzania, o tym jak słowo i rzecz splatają się razem nierozerwalnie i o tym, że słowo jest mocniejsze, tak. Niedefiniowalna rzeczywistość i nieoczekiwane sięgnięcie do korzeni literatury, do praźródeł.

Najlepiej byłoby zacząć tak: wziąć z półki opowiadanie Tokarczuk "Bardo. Szopka", zgasić dzienne światła, zgasić dzienne troski i odnaleźć świat-który-się-staje, świat w nieustannym powrocie, cykliczność czasu zamkniętą w szklanym sześcianie - miniaturowy świat, mikrokosmos. Z każdym obrotem miniaturowej szopki tworzy się, odtwarza, stwarza wciąż na nowo, w continuum czasu i ruchu - świat.

Można też iść do kościoła bernardynów w Krakowie albo można odwiedzić Bardo (z mocną tradycją istniejącej-nieistniejącej szopki). Ruchoma szopka ojców bernardynów i szopka bardzieńska - dwie ścianki tej samej rzeczywistości. Trochę rzeczywiste, trochę napisane, wymyślane na nowo w każdej chwili, w każdym błysku szeroko otwartych oczu zachwyconego dziecka albo staruszki, która wspomina inne obrazy, utracone, porwane przez czas.
Tokarczuk pisze w "Pstrągu w migdałach", w tym swoistym "Dzienniku Fałszerzy'":


Moją intencją było napisanie opowiadania o odwiecznej ludzkiej potrzebie komunikacji z jakimś nadrzędnym większym od ludzkiego porządkiem, która najlepiej realizuje się w sztuce, tej podstawowej, najbliższej życia (jeżeli można odgraniczać życie od sztuki), naiwnej, zaangażowanej w świat. W moim opowiadaniu szopka jest ludzkim listem do Boga, komentarzem do jego dzieła, jest próbą metaforycznego opowiedzenia mu kim jesteśmy, jak z dołu widzimy świat, który dla nas skonstruował. Nadawcy tego listu wciąż czekają na odpowiedź, choćby telegraficzną, choćby najkrótszym sms-em, jakąkolwiek. Szopka w końcu przepada w lokalnej powodzi. Pozostaje po niej wspomnienie. I brak odpowiedzi.

Przeniosłam się w świat Bardo, nieodwołalnie, na chwilę, która powraca, na continuum chwil. Ta opowieść - jak wszystkie dobre opowieści - wyjaśnia świat i wyjaśnia rzeczywistość - tę nieistniejącą w słownikach filozofii, przedziwną bryłę o miriadach ścianek, rzeczywistość pustki i poszukiwania, odnalezienia i odtwarzania. Szopka - miniaturowy świat ludzi, tworzony, by zrozumieć; wołanie w przestrzeń, świat mikro poszukuje makroświata, odpowiedników, to, co stworzone poszukuje Stwarzającej Siły.

Bardo. Szopka.

Święty Franciszek był pierwszym reżyserem. Ułożył Jezuska na pachnącym sianie i tym drobnym gestem otworzył szopkę na ludzkie wzruszenie. Tam, gdzie kruchość ludzkiego ciała miesza się z potęgą kosmicznego zdarzenia, czas ulega odnowie. A ponieważ czas bez opowieści jest martwy i równie dobrze mogłoby go nie być, domaga się odtąd odgrywania w kolistym rytmie wciąż tego samego: anioła, który zwiastuje Nowinę, ucieczki na osiołku, szukania schronienia, znalezienia groty, momentu ciemności, w którym dokonują się sekretne narodziny z ciała kobiety. Nawet światłość ma od teraz zstępować po wielokroć, powtarzalna. Musi być przewodnia gwiazda na niebie, orszak trzech króli, zawrotna ilość szczegółów. Ich pokłon staje się mechaniczny, żeby go można było odtwarzać w nieskończoność, tak miły oku jest ten akt pokory.




Można by jednak znaleźć pewien wzór czy ideę, gdyby w przyszłości ktoś chciałby ją zrekonstruować: musiałoby w niej być wszystko. Bo skoro boskie narodziny dzieją się zawsze i wszędzie, skoro dotyczą każdej najmniejszej rzeczy, każdego wydarzenia, to nagle staje się oczywiste, że to nie moment narodzenia Boga trzeba przedstawić światu lecz odwrotnie – cały świat przedstawić narodzeniu. Przyprowadzić świat pod drzwi szopki i wprowadzać do niej po kolei wszystko. Każdy przedmiot, każdą najmniejszą rzecz, każdego człowieka stawiać przed obliczem Dzieciątka i mówić: oto on.

Dzięki nieprzypadkowemu zbiegowi okoliczności (dzięki kosmicznej konieczności? ) dla mnie już zawsze szopka w kościele bernardynów będzie obrazem szopki, którą widziało (nie widziało) Bardo. Dziękuję mojej czytelniczce i autorce Errare humanum est za ten trop (doskonały!)

Kto czytał "Bardo.Szopka" niech teraz przypomni sobie tamtą opowieść i zmruży oczy - dlatego, że zdjęcia są złe i trzeba je oglądać przez przymknięte powieki, bo wtedy łączą się z nimi inne obrazy, wspomnienia szopki, którą oglądało się w dzieciństwie, wspomnienie tamtego zachwytu. Chciałabym pokazać lepsze fotografie - ale światło było ciemne jak barokowy oksymoron, ludzi było tak wielu. Chciałam jechać i powtórzyć zdjęcia - ale jeszcze nie najlepiej jest z chodzeniem. Widać szopka bernardynów, podobnie jak ta w Bardzie skazana jest na "nie najlepsze fotografie, na których nie można dostrzec szczegółów.

A kto nie czytał "Bardo" to niechże czym prędzej przeczyta - póki jeszcze świąteczny czas! Póki metafizyczny głód, póki nienasycenie, kiedy jeszcze płytkość świąteczno-merkantylnych, konsumpcyjnych i sztucznie wykreowanych światów każe szukać czegoś innego, czegoś więcej, czegoś poza-naszym-mikroświatem.

[Zdjęcia: styczeń 2011]








Kto zaś chciałby poczytać więcej o kościele Bernardynów pod Wawelem:
strona internetowa krakowskiej prowincji Bernardynów: Klasztor i kościół oo. Bernardynów
Moja blogowa opowieść - kościół Bernardynów w Krakowie, barokowe wnętrza (zdjęcia)

Mam więcej zdjęć z kościoła Bernardynów z tamtego dnia - cały złoty jeszcze bardziej niż zwykle i rozświetlony świątecznymi światłami, barokowo-świetlisty. Nie chciałam ich zamieszczać dziś, bo mimo całej ich barokowej urody - nie pasują mi do opowieści o szopce. Ale może kiedyś.

PS Zmiana kolorystyki bloga - w ramach eksperymentu. Na trochę chciałam odpocząć od czerni. Chętnie przeczytam Wasze uwagi a gdyby się okazało, że czarne tło ma więcej zwolenników, to wróci szybciej :) [Nieaktualne. Czarne tło wróciło po niecałych 24 godzinach - siła przyzwyczajenia. I zdjęcia wyglądają lepiej, tzn. nie tak źle ;]

33 komentarzy:

  1. Święta się skończyły... Ale właściwie dopiero teraz miałem możliwość je jakoś przeżyć... A zdjęcia szopek wielce mi w tym pomogły
    Dziękuję... I życzę świątecznej atmosfery przede wszystkim po świętach...na cały rok do świąt następnych :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. A wiesz, że ja nigdy nie byłam w tym kościele. Podczas ostatniego mojego pobytu w Krakowie już byłam nawet w drzwiach tej świątyni, ale okazało się, że za mną wchodzi wycieczka szkolna. Mój odwrót był nieunikniony;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. awlakan - Dziękuję za piękne życzenia :) A gdyby tak - myślałam sobie pisząc tę historię o szopce - oderwać święta od "przymusu świętowania" i przenieść je jako stan ducha, jako świadomość - na później, na dowolny czas, na każdy dzień. Odnaleźć w nich lekcję.
    Pięknych dni życzę i świątecznych - niezależnie od czasu :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Moniko - o, to świetnie się składa! Mam jeszcze więcej zdjęć, i nawet światło było przychylne. A to ciekawy kościół - i jest tam rzeźba z kręgu oddziaływań Wita Stwosza, wiedziałaś? Piękna św. Anna Samotrzeć.

    I jeszcze obraz w stylu "Danse macabre".
    I św. Szymon z Lipnicy...
    No, dużo jest tu ciekawych tropów.
    A jeszcze chyba witraż projektu Mehoffera, ale to muszę sprawdzić. I niesamowite tordowane kolumny - okropność ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. To byłabym bardzo ciekawa Twojej opowieści i Twoich zdjęć. Bo wiedziałam tylko o Danse macabre...czyli niewiele;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Danse Macabre ciekawe w swoim rodzaju... Nie jestem pewna, czy aby to Lekszycki jak podane na stronie Bernardynów, ta atrybucja chyba jest teraz poddawana w wątpliwość. Zrobię "recherches" :)

    Cieszę się, bo moje zdjęcia przydadzą się wreszcie po roku - prawie o nich zapomniałam :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. Nieustannie wprawiają mnie w zachwyt te wszystkie szopki - ileż to pracy ileż czasu!
    Znou podsunęłas mi lekturę Ado - czym prędzej pędzę poszukać:)
    Co do kolorystyki to popieram w pełni, a zdjęcie nagłówkwe po prostu jest bajeczne:)
    Pozdrawiam poświątecznie.
    j.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. Pięknie to wygląda, szopki krakowskie są wspaniałe.
    A ja myślę, że kolor czarny dodawał majestatu Twoim pięknym zdjęciom. Ale zmiany są zawsze dobre. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. Tokarczuk moja ulubiona! I byłam i czytałam. Nie pamiętam już, czy najpierw Bardo a potem książka, czy na odwrót. W każdym razie czekam na nową powieść i na mozliwość wyjazdu w tamte strony - piękne, ale strasznie zaniedbane.
    Tak a propos szopek. Tej na Twoich fotografiach nie widziałam, pora się wybrać. Na zdjęciach wygląda dobrze. Bo? Bo prawie wszystkie szopki, ktore widziałam, emanują przede wszystkim tandetą. Plastik, błyskotki, obok szacownych, wiekowych figurek. W moim stuletnim kościele obok stuletniego, drewnanego żłóbka, urządzono kiedys zagajnik z celofanowym strumykiem i muchomorkami ze styropianu... Jak tu się skupić? Chciałam iść zgłosic, że to grzech :-D

    Co do zmiany kolorystyki na blogu. Hm. Przyznam, ze bardzo lubiłam te Twoje ciemności, pomimo trudności w czytaniu białego na czarnym. Teraz tak jakoś chłodniej się zrobiło. Dużo ciepła w Twoich tekstach, lubię się przy nich grzać (tak!) i myślę, że lekkie ocieplenie tła dopełniłoby całości. Na przekór temu co za oknem.
    Zdjęcie główne po prostu bajeczne. Przebija słonce, znak widomy, że wiosna idzie ;-))
    Najserdeczniej pozdrawiam i dziękuję za Kraków w Twoim wydaniu :-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. Pisząc swój komentarz nie zajrzałam do poprzednich. Teraz czytam, ze o zdjęciu nagłówkowym wyraziłam sie identycznie jak Joo. Coś w tym musi byc ;-))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  11. Joo - i ja podziwiam, szczególnie gdy są, jak ta właśnie szopka u Bernardynów, naprawdę misternie wykonane. I jest ogromna! Naprawdę mikrokosmos - jak u Tokarczuk. Koniecznie przeczytaj!

    Dziękuję za opinię i bardzo się cieszę, że podoba Ci się blog w nowej szacie. Nie wiem, to był jakiś impuls, musiałam coś zmienić i najlepiej czym prędzej ;)
    Zdjęcie... też je lubię. Z mostu Dębnickiego o świcie.
    Serdeczności :)

    Zbyszku - jest jeszcze wystawa szopek krakowskich, tych przenośnych, tradycyjnych, używanych dawniej do kolędowania. Muszę koniecznie wybrać się do muzeum w Krzysztoforach i przygotować reportaż.

    Zmiany pewnie o tyle są dobre, że dają wrażenie działania... A przede wszystkim - dziękuję za taką opinię o tych moich fotograficznych próbach. Miło to usłyszeć od prawdziwego fotografa. Czarne tło powraca gdy się przegląda zdjęcia w lightbox - może to jest jakaś opcja.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  12. Fio - przede wszystkim chcę powiedzieć, że ogromnie mi miło widzieć Cię tu :) Bardzo się cieszę, że znajdujesz jeszcze czas na czytanie tych moich krakowskich historii!

    Byłaś w Bardo! (wiem, że powinno się odmieniać, ale tak pisana ta nazwa jest jeszcze bardziej egzotyczna). W takim razie koniecznie przeczytaj ten tekst ze strony Tokarczuk "Pstrąg w migdałach", jeśli go jeszcze nie znasz, bo to właśnie rzecz o podróży do Barda i odkrywaniu siły słowa. (Tokarczuk mówi mieszkańcom miasteczka, że to przecież opowiadanie, że licentia poetica... i zapada niezręczna cisza, a potem jakiś chłopak mówi, że jego babcia doskonale pamięta TAMTĄ szopkę, ktoś inny utrzymuje, że ta obecna to pozostałości TAMTEJ. I tak rzeczywistość wykreowana słowem splątała się z tą "prawdziwą". O ile sam opowiadanie o tym nie jest jeszcze jedną fikcją (a pewnie jest) i wtedy wszystko staje się jeszcze bardziej skomplikowane.

    Dziękuję za głos w sprawie mojej kompulsywnej potrzeby Zmian ;)
    I że zdjęcie "bajeczne" - to bardzo mnie cieszy. A wiesz jaką intuicję miałaś z tym rozpoznaniem wiosny? To zdjęcie zrobiłam 4 marca...
    Postaram się wprowadzić na blogu jakiś element koloru, jakieś małe zdjęcie tu i tam, by trochę ocieplić - samej tonacji nie udało mi się zmienić, wychodzą jakieś takie "sepiowate" odcienie, które mi nie pasują do zdjęcia w nagłówku.

    Serdecznie Cię pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  13. Niespodzianka kolorystyczna mnie spotkała. Lubiłam Twoje mroki wydobywające koloryt zdjęć, teraz zrobiło się zimowo - też ładnie.
    Szopki w kościołach są nieustannym tworzeniem i nawet dobrze, że w niektórych co roku są zmiany.
    Byłam kiedyś w Bardzie (ale nie w czasie świątecznym), szopka imponująca, widziałam też zabytkową szopkę w prywatnym domu gdzieś w Kudowie w rodzinie pochodzenia czeskiego. Tworzenie nowych elementów i mechanizmów to było kiedyś popularne hobby w Kotlinie Kłodzkiej.
    Serdeczności:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  14. Nutto, tamta wersja "mrok & ciemności" na pewno jeszcze wróci, zdjęcia zdecydowanie wyglądały lepiej, a jednak koniecznie musiałam coś zmienić - po prostu wewnętrzny przymus :)

    Ja teraz po lekturze Tokarczuk wyobrażam sobie Bardo tak "baśniowo" i chociaż wiem, że to fikcja i widzę elementy konstrukcji, widzę tę architekturę literatury... to przecież wydaje mi się, że Bardo jest niezwykłe. Już sobie wyobrażam, jakim rozczarowaniem groziłby mi wyjazd, by zobaczyć to miejsce na własne oczy. A może nie?

    Tradycje szopkarskie to bardzo piękna sprawa. Takie połączenie mechaniki i metafizyki. U nas, tzn. w mojej okolicy, nie ma ich niestety. Natomiast oczywiście przedmieścia Krakowa i pobliskie wsie (dziś już w większości w obrębie miasta) słynęły z szopek do kolędowania - najczęściej rzemieślnicy, murarze i inni, którzy zimą nie mieli zajęć, tym właśnie się trudnili. Ale to znana sprawa.

    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  15. Ada: pięknie to zilustrowałaś :) dziękuję :) "Opowiadania zimowe" Tokarczuk (i przez nią czytane), to jeden z moich ulubionych świątecznych elementów. Oj muszę ruszyć z aparatem na szczecińskie łowy :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  16. Wspaniała szopka! Piękne nowe zdjęcie w nagłówku! Wszystkiego dobrego na Nowy Rok!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  17. Sempeanka - czy uwierzysz? w tej właśnie chwili wysłałam do Ciebie @. Lubię takie koincydencje :)

    Naprawdę czytane przez samą Autorkę?!
    Piękne :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  18. crocrodyl - dziękuję pięknie :)
    Wszystkiego dobrego! Niech i dla Was będzie jak najlepszy!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  19. Jestem zdecydowanie za kolorystyką ciemniejszą;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  20. Moja ciemna strona też się ku temu skłania ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  21. Ado,
    ja zawsze znajduję czas na czytanie Twoich opowieści, tylko czasem ciężko o nastrój i sensowny komentarz. Jestem, jestem i nigdzie nie uciekam :)
    "Pstrąga w migdałach" przeczytałam od razu. Ciekawy przyczynek do dyskusji o kreacjach, rolach i wpływach. I aż ciśnie się pytanie o autentyczność anegdotki. Może tez dałam się nabrać? ;-))
    Na Picasie mam chyba parę zdjęc z Bardo (tez mi pasuje nieodmienione). Wyślę Ci link na @
    Pozdrawiam najserdeczniej!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  22. Fio, dziękuję! Mail dotarł i właśnie oglądam... Jestem pod wrażeniem, zdjęcia piękne i straszne, jednocześnie, o ile mogę sądzić po pierwszych kilku. Napiszę więcej, napiszę @, gdy je spokojnie przeglądnę.

    I właśnie mam od wczoraj, (od drugiego czytania) wątpliwości, czy ten "Pstrąg w migdałach" to prawdziwy był, czy taki apokryficzny.

    Cieszę się, że czytasz!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  23. Post Scriptum czyli back to black ;)

    Jednak brakowało mi tej czerni, za nic nie mogłam się przyzwyczaić do jasnej wersji kolorystycznej blogu. Taka natura widać... I zdjęcia wydawały mi się obce.
    Przepraszam Was za zamieszanie i dziękuję za opinie :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  24. Ado, piękny post. Opowiadanie Tokarczuk oddziaływało na mnie tak mocno, że wybrałam się w Sudety na poszukiwanie ruchomej szopki - widziałam wambirzycką i wrocławską. A bernardyni krakowscy...ech, pamiętam, jak na studiach pisałam pracę o postrzeganiu śmierci i kulturze funeralnej w dawnej Polsce i wpatrywałam się w tamtejszy Dance macabre :)...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  25. Szopka jest niesamowita, dopiero teraz mogłam sobie zdjęcia spokojnie oglądnąć, przeczytać, co napisałaś i okropnie żałuję, że nie wcześniej, bo przecież byłam w Krakowie!
    Teraz mam zdecydowanie bliżej do Barda, ale czasu nie;(

    Ado, a Ty byłaś w Bardzie?
    w starych 'klimatach' w spisie treści znajdziesz kilka zdjęć robionych z góry, kiedyś mokrym latem.

    A teraz 'idę' do O.Tokarczuk czytac polecany orzez Ciebie tekst.
    Choć jestem w klimatach absolutnie odległych, amerykańskiego Południa lat 60-tych, bo przez całe święta łykałam 'Służące' K.Stockett - czyta się!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  26. Maju - dziękuję! Wyprawa tropem szopek inspirowana przez "Bardo" - no to jest coś!

    "Danse macabre" z kościoła Bernardynów miał się znaleźć już w dzisiejszej mojej opowieści, ale jako że przekroczyła już ona dopuszczalną wielkość, to postanowiłam zostawić na następny raz dwa dzieła sztuki z kaplicy św. Anny - właśnie "Taniec śmierci" i rzeźbę św. Anny Samotrzeć.

    Już teraz proszę Cię o ewentualną korektę, a na pewno o uzupełnienie :) Temat niezwykle ciekawy! Czy mogę zapytać, jakie jeszcze przykłady sztuki funeralnej z Krakowa brałaś pod uwagę? Mnie teraz przychodzi na myśl tylko sala "pompes funebres" w muzeum Ciołka. Może jeszcze "castra doloris" z katedry. I "koło śmierci" w kościele św. Katarzyny.

    Czy są w Krakowie inne obrazy nawiązujące do bernardyńskiego "tańca śmierci"?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  27. Ikroopko - mnie też w Krakowie zawsze brakuje czasu - tyle jest ważnych miejsc i tych, do których mam sentyment... a potem przyjeżdżam na parę godzin albo dzień czy dwa - zawsze mało czasu!

    Nigdy nie byłam w Bardzie, gorzej, nigdy o nim nie słyszałam dopóki nie poznałam opowiadania Tokarczuk. Za chwilę poszukam w archiwach "klimatów", dziękuję :)

    A ja też czytam coś tak odmiennego od klimatu świątecznego jak to tylko możliwe - "Pożegnanie jesieni"...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  28. Byłam w Bardzie i nie zdecydowałam się odwiedzić tamtejszej szopki, teraz żałuję. Ale to jest do nadrobienia, bo z Wrocławia tam całkiem niedaleko.
    Samo Bardo jest dla mnie magiczne z innego powodu - stamtąd pochodzi moja lepsza połowa ;-) Muszę mu pokazać Twój post i przeczytać wspólnie tekst Tokarczuk.
    Pozdrawiam ciepło :-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  29. A to niespodzianka :) W takim razie miłej lektury! Ja sobie wyobrażam Bardo pewnie całkiem bez związku z rzeczywistością i mitologizuję je sobie nieznośnie. Dopiero dziś zobaczyłam na blogu Ikroopki (w archiwum "klimatów") piękne zdjęcia z lotu ptaka - zakole rzeki i ten wspaniały most.
    A czy na Twoim blogu są jakieś zdjęcia z Bardo? (okropna ta moja mania z nieodmienianiem, przyznaję, ale w ten sposób brzmi dla mnie jak nazwa miasteczka gdzieś w Pirenejach albo jak z wiadomej powieści Potockiego).

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  30. Ado, dziękuję za maila ;-)
    Bardo jest piękne, ale byłam tam zanim zaczęłam prowadzić bloga, więc na razie jeszcze nic o nim tam nie ma. Kiedyś tam pojadę znowu i zamieszczę post o moim widzeniu Barda. I tym razem nie zapomnę o szopce ;-)
    Ciekawe jest Twoje skojarzenie co do nazwy. Rzeczywiście Potocki mógłby napisać "Rękopis znaleziony w Bardzie" albo jak wolisz "w Bardo" ;-)
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  31. Ado, dopiero teraz mam chwilę, żeby napisać coś więcej. Poszukiwałam bardziej globalnie, społeczeństwem stanowym ziem polskich, nie tylko Krakowem. Inspirowałam się szlacheckimi portretami trumiennymi, wierszami księdza Baki, epitafium mieszczańskim, rycerskim ech.. wszystkie te krakowskie, wymienione przez Ciebie przykłady brałam pod uwagę + pogrzeb władcy, rytuał i sztukę. Tutaj reprezentacyjne są nagrobki Kazimierza Wielkiego i Kazimierza Jagiellończyka. Bardzo naturalistyczne i symboliczne wyobrażenia śmierci.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  32. I zmazało mi kontekst... pisałam, że interesowało mnie podejście do śmierci w społeczeństwie stanowym ziem polskich. A co do "Dance macabre", to w Krakowie oprócz wyżej wymienionych przez Ciebie nie szukałam, nie wiem czy są inne, bardziej swojskie, kameralne. Natomiast polska prowincja jest pełna kopii "Dance macabre". "Taniec śmierci" można spotkać na tzw. szlakach architektury drewnianej. Jeden z nich znajduje się w kościele w Łososinie Górnej, ob. jest to dzielnica Limanowej.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  33. Anito - bardzo proszę :)

    I będę czekać na reportaż/ fotograficzne wrażenia z Bardo. Widziane Twoim okiem będzie piękne - wiem!

    Maju - dziękuję za komentarze i za bibliograficzne i topograficzne wskazówki i tropy! To dla mnie bardzo cenne!

    Mój wpis tyczący się Danse macabre z kościoła Bernardynów już wkrótce - myślałam, że uda mi się zrobić lepsze zdjęcia, ale niestety... jego usytuowanie (wysoko na ścianie kaplicy) na wprost okna i światło odbija się w warstwie werniksu, i nie ma odejścia, i trzeba tak skosem... Długa jest moja lista skarg domorosłego fotografa ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...