poniedziałek, 21 listopada 2011

Plac Mariacki. Wyspiański, tablica pamiątkowa i XV wiek widziany z okna.

"Adres mój obecny - plac Mariacki liczba 9, widok cudowny na cały carrefour około kościoła, na Świętą Barbarę, wikarówkę, przecudowny - w tych dniach się w tym mieszkaniu ustalę – XVsty wiek z okna." - tak pisał Wyspiański w liście do Lucjana Rydla. W domu przy placu Mariackim Wyspiański w lipcu 1898 roku wynajął pokój z przeznaczeniem na pracownię.

"XVsty wiek z okna" Wyspiańskiego na drugim piętrze wyglądał bez wątpienia inaczej niż XV wiek z parteru jakieś 113 lat później... ale od czego mamy wyobraźnię! Dwa zdjęcia z wczorajszego spaceru (i jedno archiwalne, to trzecie, na którym widnieje ogrojec przy kościele św. Barbary i... znów gotyk przeglądający się w szybach)

Gotyk! Na placu Mariackim króluje gotyk:

Gotyk, gotyk... Na lewo kościół Mariacki, południowa ściana prezbiterium (wbrew niektórym przewodnikom: absolutnie nie-Wierzynkowego) na prawo święta Barbara. Na ścianie kościoła Mariackiego piękny zegar słoneczny a pośrodku placu bodaj jedyna ładna fontanna w Krakowie. To piękne i nawet dość spokojne miejsce, oddalone przecież o dwa kroki od zgiełkliwego Rynku -  czasem myślę, że ów spokój i jakieś posępne wyciszenie mają źródło w tym, że tutaj przez całe wieki znajdował się cmentarz, który zlikwidowano dopiero u schyłku XVIII wieku, by przenieść miejsce pochówków daleko poza ówczesne miasto. Stratygrafia śmierci, czytelna nawet po całych stuleciach.

Na południową ścianę kościoła Mariackiego kładzie się cień domów "na Barszczowem". I cień z inskrypcji na zegarze: Dies nostri quasi UMBRA super terram et nulla est mora - dni nasze jako cień na ziemi i nie masz odroczenia (w moim tłumaczeniu, takim ad hoc). Światło i cień na gotyckich ścianach układają się jak dzień i noc, jak biel i czerń zegarowego sgraffiti.

Śpiący apostołowie w Ogrojcu przy kościele św. Barbary, śnią beztrosko już od wieków, a na ich snach cieniem (i światłem) kładzie się gotyk kościoła Mariackiego

Wydaje się, że Wyspiański zajmował pracownię przy Placu Mariackim i jednocześnie mieszkał w domu przy ul. Szlak 23 (jak to z ową jednoczesnością dokładnie było - muszę jeszcze dokładnie ustalić - zatem uprzedzam czytelników, że to punkt jeszcze niejasny dla mnie i proszę o pomoc). Pewne jest, że w styczniu 1901 roku zamieszkał z rodziną przy ul. Krowoderskiej 79 - wyprowadził się z mieszkania przy Szlaku i z pracowni przy Placu Mariackim. Nowe, obszerne mieszkanie - siedem pokoi w amfiladzie - było miejscem rodzinnego życia i wytężonej pracy (słynna narożna "błękitna pracownia"). Ale to już inna historia. W tej chwili nie mam przy sobie mojej krakowskiej biblioteczki - a źródła internetowe traktuję jednak z ograniczonym zaufaniem.
Podstawową lekturą będzie tutaj pewnie:
Krystyna Zbijewska, "Krakowskim szlakiem Stanisława Wyspiańskiego", Wydawnictwo PTTK "Kraj", Warszawa-Kraków 1986. Istnieje strona internetowa, która opiera się na tym tekście, jednak mocno okrojonym i przeredagowanym, jeśli dobrze pamiętam, za to okraszonym nieopisanym bogactwem kolorów. Nie będę się tutaj do niej odwoływać, ani cytować jej, natomiast postaram się dotrzeć najpierw do mojej pozostawionej w Krakowie książki, a potem do materiałów z epoki, wiarygodnych dokumentów. Mam takie w odniesieniu do miejsca urodzenia Wyspiańskiego, tj. domu przy ulicy Krupniczej (notka historyka i przyjaciela Wyspiańskiego - Adama Chmiela zawarta w "Szkicach krakowskich") natomiast niestety nie dysponuję na razie materiałami dotyczącymi pracowni przy Placu Mariackim. Gdyby ktoś z Was miał tutaj jakieś wskazówki bibliograficzne, czy informacje, to będę wdzięczna, jeśli się ze mną nimi podzieli.

Jednak już teraz wydaje mi się, że przy Placu Mariackim mieściła się wyłącznie pracownia artysty, natomiast jego mieszkanie (które zajmował z Teosią i dziećmi) znajdowało się wówczas na Szlaku. Pytanie, które zadałam wczoraj było więc nieścisłe, przepraszam!

Tak czy inaczej Wyspiański właśnie w pracowni z oknami wychodzącymi na XV wiek rozpoczął pisanie "Wesela" (ukończył je już w nowym mieszkaniu przy Krowoderskiej). Przy Placu Mariackim napisał "Warszawiankę", "Legion" i "Klątwę". Śladem i upamiętnieniem obecności Wyspiańskiego jest tablica umieszczona tutaj w 25 rocznicę śmierci poety - w 1932 roku. Tablicę wykonał Karol Hukan. O tym rzeźbiarzu napiszę więcej przy innej okazji - mam już kilka zdjęć dokumentujących jego twórczość związaną z Krakowem.

Inskrypcja na tablicy pamiątkowej wmurowanej w ścianę kamienicy przy Placu Mariackim 9 głosi:

W DOMU KTÓRY STAŁ
 NA TYM MIEJSCU

 STANISŁAW WYSPIAŃSKI
 PISAŁ "WESELE"
1900/1901

TABLICĘ TĘ PO ZNISZCZENIU WRAZ Z POPIERSIEM PRZEZ OKUPANTÓW NIEMIECKICH
PRZYWRÓCIŁ URZĄD MIEJSKI W R. 1947










Podpis rzeźbiarza Karola Hukana, twórcy tablicy pamiątkowej poświęconej Wyspiańskiemu. Problem z ostrością, niestety, jednak myślę, że to dość ciekawe ujęcie, więc zamieszczam. Napis znajduje się w dolnej części medalionu z popiersiem.


Współczesność :) Ale i tak nie jest najgorzej - po drugiej stronie tablicy mieści się jakieś gruziński fast-food, a ta słowiańska manekinowa piękność może nawet w jakiś sposób odwołuje się do "Wesela".


Tablica wmurowana jest w ścianę kamienicy Czynciela - tu mieścił się jeden z pierwszych nowoczesnych domów handlowych. Ciągłość tradycji... W wielkich oknach wystawowych jakiś folklor a także, gdy dobrze się wpatrzyć, jest... gotyk, odbija się gotyckie okno kościoła i sgraffitowy zegar przypomina o przemijaniu.


Dom, w którym Wyspiański wynajmował pracownię, został wyburzony w kilka lat później, wraz z sąsiadującą starą zabudową na rogu Rynku i Placu Mariackiego. Właściciel narożnego domu, kupiec Celestyn Czynciel, wybudował na tym miejscu nową kamienicę. Budowę zlecił Ludwikowi Wojtyczce (współpracował tu także R. Meus). Dom, który powstał w latach 1906-1908 bardzo często nazywany jest w przewodnikach przykładem architektury secesyjnej. W przypadku secesji zalecana jest jednak, jak się wydaje, daleko posunięta ostrożność. Już pominąwszy zabawny wierszyk samego Wyspiańskiego (zresztą, ciekawy zbieg okoliczności) ja osobiście byłabym bardzo ostrożna w przyklejaniu czemukolwiek z krakowskiej architektury etykietki z nazwą "secesja" - jakoś w powszechnej świadomości jest to bardzo rozległa i pojemna kategoria, podczas gdy - jeśli tylko poważnie potraktować definicję "secesji" opartą etymologicznie na "secession" - oderwaniu się, odcięciu, secesji i rozpoczęciu czegoś nowego, rzadko kiedy spotyka się secesję w formie czystej. Owszem, może jakąś budowlę charakteryzować malowniczość, dekoracyjność, płynność form, asymetria, ale jeśli towarzyszy temu myślenie "historyczne", jakieś elementy stylu historycznego, jakieś nawiązania do wcześniejszych epok, to moim zdaniem nie powinno się mówić o czystej secesji. Secesja zrywa z historyzmem, ale ma jeszcze potrzebę ornamentu. W przypadku kamienicy Czynciela - jest attyka, jest motyw dwunałęcza... nie można chyba powiedzieć, by było to całkowite zerwanie z historyzmem. Nie jestem historykiem sztuki (nad czym boleję), jednak pewna seria wykładów zmieniła moje patrzenie na architekturę, mam tutaj ogromny dług wdzięczności, którego nigdy nie spłacę... mogę tylko starać się, by nie rozpowszechniać takich podstawowych cliches. Tak czy inaczej kamienicę Czynciela na pewno charakteryzuje malowniczość form, zaskakujące bogactwo dekoracji, dynamiczne, organiczne, płynne linie, których genezy można upatrywać w formach roślinnych (chociaż myślenie secesyjne wcale nie wyklucza form zgeometryzowanych czy kanciastych). W tym przypadku asymetria - ale bywają czysto-secesyjne projekty, które operują ścisłą symetrią. Jest ornament, nawet wielkie bogactwo ornamentyki (dekoracja z motywem kaduceusza, jakieś serduszka, jakieś "piernikowe" dekoracje). A jednak wydaje się, że ten budynek ma silne osadzenie w myśleniu historycznym (wspomniana attyka i jej woluty, dwułucze) - a jeśli są elementy historyzmu, to czy można mówić o czystej secesji? Będę musiała jeszcze dużo o tym poczytać...

Tymczasem dwa surrealistyczne zdjęcia kamienicy Czynciela, jeśli nie czysto-secesyjnej, to na pewno zawierającej coś z ducha secesji:







A jako że dzisiejsza opowieść wyszła mi nie tylko bardzo chaotyczna, jak zwykle, ale jeszcze ponad wszelką przyzwoitość obszerna, to zakończę już teraz, wpół słowa, wpół myśli.

Na zakończenie kilka zdjęć z wczorajszego wieczoru w Krakowie z dedykacją:

dla Moniki, która odgadła wszystkie moje wczorajsze zagadki - co mnie nie dziwi, bo jeszcze nie udało mi się wymyślić takiego pytania, na które nie znałaby odpowiedzi :)
dla estees, który rozszyfrował łamigłówkę IV ślubów, a może jeszcze jako miłośnik sztuki odniesie się do tych moich secesyjnych chaotycznych rozważań :)
dla Was wszystkich, którzy czytacie cierpliwie moje krakowskie opowieści

Dziękuję Wam :)



Plac Mariacki wieczorem, perspektywę zamykają Sukiennice, kamienica Czynciela po lewej.




przed kamienicą Czynciela, po lewej... widzicie? to ten sam manekin w krakowskim stroju - tuż obok niego niewidoczna tablica poświęcona Wyspiańskiemu


Dom Czynciela widziany z Rynku. Po lewej, w ciemnościach, kruchta kościoła Mariackiego

14 komentarzy:

  1. Ado bardzo dziękuję za zdjęcia dedykowane:)być tam choćby przez jeden wieczór...ale treść dedykacji zawstydza mnie i no cóż...chyba jest znacznie na wyrost.
    Wątek osobisty-w Krakowie zawsze zatrzymuję się w miejscu, z którego gdy wychodzę, to mam wprost przed oczami balkon kamienicy przy Krowoderskiej 79. I to jest TA kamienica i TEN balkon.
    I zawsze marzenie:ech zobaczyć na drzwiach tę wizytówkę "Tu mieszka Stanisław Wyspiański i prosi aby go nie odwiedzać".
    Serdeczności:)
    Od tego komentarza zmieniłam podpis na samo Monika, bez T;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Moniko,
    ależ to przecież najprawdziwsza prawda :) Może dlatego, że czytamy te same książki?
    Szkoda, że Kraków tak daleko...

    Wybrałam się już kiedyś fotografować kamienicę przy Krowoderskiej 79, jeszcze zimą bodajże. W ogóle nie jestem z tych zdjęć zadowolona, więc będzie powtórka, gdy zdarzy się jakiś słoneczny dzień jesienny.

    Szkoda, że nie zdobędę się na odwagę, żeby jakoś dostać się do środka - natomiast wczoraj znalazłam ciekawy artykuł w sieci, szczególnie fragment o pracowni przy Krowoderskiej, o jej współczesnych losach to dla mnie całkowite novum. Jego autorka rozmawiała z obecnymi mieszkańcami (tzn. sprzed kilku lat, bo artykuł pojawił się w roku Wyspiańskiego).

    pracownia

    O samym artykule nie chcę się wypowiadać, w każdym razie nie na blogu, ale zwróć uwagę na fragment o "błękitnej pracowni". Ciekawe, prawda?

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Bardzo dziękuję za ten artykuł. Zawsze zastanawiałam się, co obecnie dzieje się w mieszkaniu przy Krowoderskiej. Bo sądząc z zewnątrz nic, tylko na balkonie od lat powiewa smętnie czarna wstążka.
    A na temat treści artykułu ja też nie będę się wypowiadać. Choć mam przekonanie, graniczące z pewnością, że gdybym ja pisała artykuł o Wyspiańskim, to nie osnułabym go wokół tych akurat trzech motywów: mezalians, kiła i koza. I mam nadzieję, że Kraków jednak pamięta Wyspiańskiego z innych jego dzieł...ech...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. A przecież materiał wyjściowy był całkiem dobry - rozmowy z mieszkańcami, wizyty w miejscach, gdzie mieszkał (nawet w Domu Długosza, tam teraz PAT i ponoć niełatwo się dostać, w każdym razie ja bym nawet nie próbowała ;)
    Szkoda, że na przyzwoitych podstawach zbudowano coś, co w moim odczuciu adresowane jest do sensatów, tak to nazwę najdelikatniej.

    A na Krowoderskiej powinien być oddział muzeum biograficznego - to byłoby wspaniałe!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. To ja dziękuję Tobie Ado za te wspaniałe wycieczki po Krakowie i za przypominanie o tym co troszkę sie zatarło.
    Wspaniałe nocne zdjęcia rynku - jest tam jednak jakś magia mimo fast foodów, 'słowiańskich piękności' i tłumów:)
    Dzięki za miłe slowa na moich blogach. Mam jakąś słabość wielką do pólnocnych miast, takich właśnie we mgle. Zresztą, Krakó też lubię najbardziej w takie mgliste i ponure dni:)
    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego popołudnia.
    j.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. Koło kamienicy przy Krowoderskiej przechodziłam przez dwadzieścia lat pewnie kilka razy w tygodniu, ale nie pamiętam, kiedy zawieszono tam stosowna tablicę.
    A zdjęcia tez nie mam, az sama sie dziwie!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. Najważniejsze było tworzenie i dzieło, nie życie osobiste i choroby. I niech tak pozostanie.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. Joo - w takim razie postaram się specjalnie dla Ciebie zdobyć jakieś fotografie Krakowa we mgle - może jutro lub pojutrze? Zobaczymy :)

    Ikroopko - prawda, że czasem najmniej zwraca się uwagę na rzeczy w najbliższym otoczeniu? Tablica z Krowoderskiej już wkrótce na moim blogu :)

    Nutto - pod tym twierdzeniem mogę się tylko podpisać! Oby nowe pokolenia dziennikarzy wzięły to sobie do serca...

    Dziękuję Wam za odwiedziny
    Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. Piękne ujęcia! Bardzo podobają mi się zwłaszcza te na tle błękitnego nieba:)
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. Dziękuję :) Błękitne niebo to ostatnimi czasy dobro deficytowe ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  11. Miły spacer po Krakowie z Wyspiańskim i "secesyjnymi" kamienicami ;-)
    Masz rację, że w miejscach, gdzie były cmentarze panuje jakaś wyjątkowa atmosfera i cisza. We Wrocławiu też tak jest przy kościele św. Elżbiety, która mieści się tuż obok krzykliwego Rynku, a mimo to przechodząc tam mam zawsze wrażenie wkraczania w inny świat. A może tylko dlatego, że wiem, że tam był cmentarz...

    Serdeczności :-))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  12. Dziękuję zatem za wspólny spacer - na razie wirtualny :)

    Ja wcześniej (nie tak dawno temu) nie miałam pojęcia, że właśnie w tamtym miejscu znajdował się cmentarz i to przecież do czasów całkiem niedawnych, nowożytnych - 1800 r. to przecież zaledwie "wczoraj" w dziejach Krakowa. A jednak zawsze miałam wrażenie, że ta przestrzeń jest jakościowo inna, trochę poza-współczesna. Cisza była tam zawsze inna.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  13. Ja również dziękuję za spacer i myślę cały czas o tym realnym ;-)

    Co do ciszy, przypomniały mi się moje odczucia z odwiedzin w nieistniejących wioskach łemkowskich w Beskidzie Niskim. Tam właśnie panuje taka cmentarna cisza. Wrażenie nie do opisania, gdy się pomyśli, że tam mieszkali, żyli i umierali ludzie, a teraz ledwo znać, że były tam osady.

    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  14. I wioski w Bieszczadach, po których zostały tylko stare sady, wyschnięta studnia, zetlałe historie, niepamięć, cisza. Smutne to wszystko - tak niewiele po nas zostaje.

    OdpowiedzUsuń na zawsze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...