czwartek, 2 grudnia 2010

Zima w Krakowie - konkurs szopek krakowskich

Bajecznie kolorowe!



Trzy dni w Krakowie. Dziś wieczorem wróciłam na zasypaną śniegiem prowincję, 40 kilometrów autobus pokonuje teraz w dwie godziny, a i tak pewnie nie jest to żaden zimowy rekord, słyszy się teraz straszne opowieści o komunikacyjnych horrorach.
Było kilka zimowych spacerów, trochę zdjęć, ale jedno jest pewne - nie nadaję się na zimowego reportera. Nie cierpię zimy! Zamarzam zanim jeszcze skadruję pierwsze zdjęcie!

Pierwszego dnia - we wtorek 30 listopada (tak, zapisuję to dla pamięci, gdybym jeszcze kiedyś chciała narzekać, że zima przyszła zbyt wcześnie ;) było słonecznie i mroźnie. Wybrałam się na Wawel, by zatrzymać się po drodze w moim sekretnym punkcie widokowym - z myślą o tym, żeby zrobić pokazać Wam kilka zdjęć, jako zimowy aneks do tego, o czym rozmawialiśmy ostatnio - kościół śś. Piotra i Pawła z innej perspektywy i w zimowej scenerii.

Na drugi dzień zaplanowałam małą wycieczkę do Tyńca - żeby skompletować moje tynieckie cztery pory roku. Jednakowoż następnego dnia okazało się, że jest jeszcze zimniej, do tego pada śnieg, wieje lodowaty wiatr a widoczność sięga w porywach 20 metrów. Cóż, Tyniec będzie innym razem. W końcu czeka nas jeszcze jakieś cztery miesiące zimy... Środa nie pozostawiła więc śladów w materiale zdjęciowym (jeśli nie liczyć francuskiej zupy cebulowej, z której ogromnie jestem dumna :)

I dziś - pięknie, słonecznie i nie tak bardzo zimno (chociaż subiektywnie - straszny mróz ;)
Dziś oglądałam kiermasz na Rynku, krakowskie szopki, potem wybrałam się Grodzką pod Wawel, nad Wisłę i mostem Grunwaldzkim na Dębniki... moja zwykła, prawie codzienna trasa, ale jak odmieniona przez zimę!


I teraz, drodzy Czytelnicy, mam dylemat - które zdjęcia pokazać najpierw? Kościół Piotra i Pawła? Wawel? Wisła? Może zaczniemy od najbardziej aktualnych - takie krakowskie tradycje, lubiane lub traktowane z przymrużeniem oka, a przecież piękne i malownicze.
Konkurs szopek krakowskich.

Bajecznie kolorowe!

Spóźniłam się (bo też całkiem zapomniałam, że to właśnie dziś) i nie widziałam najbardziej spektakularnego momentu - wystawiania szopek u stóp pomnika Mickiewicza. Przechodziłam wtedy przypadkiem drugą stroną Rynku, łapiąc trochę słońca:


i robiąc jakieś odrealnione zdjęcia (tak to jest, gdy z zimna i braku koordynacji pomiesza się coś coś w ustawieniach aparatu ;)


A tymczasem życie jako takie było sobie piękne, nic sobie nie robiło z moich prób od-realniania, ludzie - jakkolwiek nieliczni - przechodzili wygryzionymi przez sól czarnymi chodnikami wśród wcale pokaźnych zasp na Rynku. Odkąd pamiętam, gdy nadchodzi zima krakowski Rynek zmienia się w plątaninę mrówczych chodników - białe wyspy, czarne drogi.


I gdy dziwiłam się, że obok mnie zajęło już miejsce kilku prawdziwych fotografów (prawdziwy fotograf tym się różni się ode mnie, że primo - zawsze ma statyw, secundo - jego aparat to jakiś cud techniki, przy którym czujemy się bardzo nieważni i właściwie zbędni, mój Canon i ja, tertio - naprawdę widać (nie wiem, jak oni to robią), że posiada wiedzę i kunszt, zresztą, można by długo wyliczać). Od razu pojęłam, że są tutaj z innego powodu niż słońce, czarne drogi i białe wyspy. I wtedy pojawił się korowód szopek - niezwykłe konstrukcje przenoszone przez dumnych właścicieli i twórców do Muzeum Historycznego w Krzysztoforach. Tym sposobem udało mi się uwiecznić ów historyczny moment :)

Proszę bardzo, oto prawdopodobnie najgorszy reportaż o krakowskich szopkach :) A jednak lubię te zdjęcia jako zapis chwili, przypadkowości. Trochę surrealistyczne studium przypadku i niezwykłości. A także - wyjątek potwierdzający regułę - obecność ludzi na tych zdjęciach, podoba mi się ich uśmiech i duma z wykonanej (absolutnie i cudownie bezużytecznej) pracy. I życzliwe zainteresowanie przechodniów, czasem zachwyt (taki piękny uśmiech tej starszej pani w białej czapce), jakby opadła gdzieś zwyczajna dorosła obojętność i wszyscy na krakowskim rynku powrócili na chwilę w dawno zapomniany świat dziecinnych zabaw i stali się sobie bliżsi.


Dumni twórcy niosą ostrożnie surrealistyczne dzieła
Niektóre szopki przyjechały na wózku pod same Krzysztofory (szkoda, że nie na sankach :)

Tyle radości :)

Autor, dzieło i admiratorzy (oraz wózek i rusztowania na fasadzie Krzysztoforów)

ta była wyjątkowo ciężka!


chwila odpoczynku...


...i dalej w drogę


uśmiech!

Niosący szopkę albo pejzaż zimowy z Krakowa :)

Nie jest to zdecydowanie najlepszy krakowski reportaż z konkursu szopek krakowskich - cieszę się jednak, że mogłam (cóż, przypadkiem...) być właśnie tam i uwiecznić dla Was ten miły zwyczaj, który dzięki staraniom Muzeum Historycznego zakorzenił się znów i co roku zmienia na chwilę krakowski Rynek w iście baśniowe miejsce. Bajecznie kolorowe!

Nie wiem, czy udało mi się pokazać, ile radości niósł ze sobą ten spektakl. Dziwności, niezwykłości - ale przede wszystkim właśnie czystej radości. Trochę deficytowej ostatnio u mnie. Gdyby ktoś z twórców tych uroczych, niemożliwych konstrukcji zaglądnął tu kiedyś przypadkiem - dziękuję i podziwiam :)

I jeszcze spojrzenie w przeszłość - tak wyglądał konkurs szopek krakowskich w grudniu 1938 roku.
Ostatni w beztroskim, tragicznym, radosnym dwudziestoleciu. Następny rok przyniósł inne widoki - jak z koszmarnych snów.

 zdjęcie pochodzi ze zbiorów NAC

15 komentarzy:

  1. gdyby nie Twoja relacja, nawet bym nie wiedziała, ze to już czas na wystawianie szopek.
    niesamowite że te małe, bajkowe z lekka kiczowate cudeńka potrafią przysporzyć tyle radości i wywołać taki dziecięcy zachwyt!
    serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Ado, piękne zdjęcia! Co roku sobie obiecuję, że dotrę do Kakowa na pokaz szopek, ale jakos nigdy mi sie nie udało. Może za rok?
    Co do zawodowych fotografów, a raczej robienia zdjęć w ich towarzystwie, to odczucia mam identyczne. Niefachowo i groteskowo wręcz, gdy wyciągam z damskiej torebki "zwykły" aparat i pstrykam bez szczególnego mieszania w opcjach ;-) Ale za to chyba większa radośc, gdy uda się zrobić coś naprawdę niezwykłego, prawda? :-)
    Pozdrawiam ciepło pomimo tego co za oknem,
    Fio

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Ado, Twój reportaż z festiwalu szopek jest świetny. I wolę go od "zawodowych" reportaży. Właśnie to, że uchwyciłaś radość tych ludzi, zachwyty przechodniów i krakowski rynek podoba mi się najbardziej.
    Właśnie ostatnio pisałam na moim blogu, że z wrocławskiego rynku wywożą zimą cały śnieg i pomyślałam, że lepsze byłyby takie tylko odśnieżone uliczki, a tu proszę, Kraków tak właśnie ma. Przynajmniej wygląda zimą jak na zimę przystało, a nie taki odrealniony jak nasz.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego weekendu :-)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Dzięki za szopki Ado, za trochę magii i radości w ten ponury i zimny (och, ponuro dziś bardzo brrrr) dzień. Tak, to jest okres kiedy budzi się to dziecko we mnie. Uwielbiam szopki, jarmarki świąteczne, kiczowate ozdoby i światełka - tak już mam:)
    A prawdziwi fotografowie - cóż, jedni są świetni a inni .....?
    Pozdrawiam Cię najserdeczniej:)
    I tak przy okazji, od dawna miałam napisać, że nagłówkowe zdjęcie jest BAJECZNE!!!!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. Elfii - dziękuję! W takim razie reportaż spełnił najważniejszą funkcję - cieszę się. No, pewnie że troszkę kiczowate, to chyba ich urok.
    Pozdrawiam!

    Fio - a ja żałuję teraz, że tak przegapiłam najważniejszy moment, czyli przedstawianie szopek przed pomnikiem Mickiewicza. Teraz już będę pamiętać, żeby pierwszy czwartek grudnia podkreślić w kalendarzu (najlepiej kilka razy - na kolorowo :)

    A zatem widzimy się za rok pod Adasiem :)

    Manitou - bardzo mi miło to słyszeć! Jedno jest pewne - profesjonaliści nie mają takich czytelników :) I rzeczywiście dobrze, że na krakowskim Rynku zostaje tyle śniegu - nawet nie wyobrażałam sobie, że można być tak pracowitym, zorganizowanym i wywozić cały śnieg! ;)) Szkoda tylko, że wysypuje się te całe tony soli - nie bardzo to pomaga, a efekty straszne.

    Joo - u mnie też dziś zimno i ponuro - ale za to przygotowałam mnóstwo słonecznych zdjęć z ostatniej krakowskiej wyprawy. A gdyby nie wystarczyły - to czeka na publikację kilka słonecznych październikowych dni :) O, między innymi ta seria nadwiślańska, z której pochodzi to zdjęcie w nagłówku.

    ***

    Życzę Wam wszystkim miłego weekendu :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  6. to jest najlepszy reportaż szopkowy jaki czytalam:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  7. El - dziękuję :) bardzo mi miło to słyszeć. I cieszę się, że mogłam odkryć kolejny blog z Krakowa!
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  8. Szopki widziałam tylko w Muzeum Etnograficznym, a tu mam relację z "prowadzenia" szopek - dziękuję. Zaśnieżony Kraków jest bajkowy.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  9. Nutto - dziękuję :) Cieszę się, że mogłam pokazać mniej znany fragment tej tradycji, taki trochę organizacyjny, trochę logistyczny i "procesyjny". W Muzeum Historycznym w Krzysztoforach jest zwykle pokonkursowa wystawa szopek, chyba aż do stycznia - postaram się tam wybrać i zrobić uzupełniającą relację.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  10. Otóż właśnie... dobrze, że szopki można zobaczyć na osobnej wystawie. Nigdy nie udało mi się trafić z aparatem (ani bez)w dzień konkursu.
    Twój reportaż kapitalny :))

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  11. Tartuffe - dziękuję :)
    Ja w zeszłym roku trafiłam idealnie - byłam właśnie w Empiku i miałam wspaniały widok z góry... cóż, kiedy nie miałam aparatu ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  12. szopki krakowskie to coś co zachwyca niezmiennie :) może kiedyś uda mi się zobaczyć na żywo,a na razie dziękuję za zdjęcia, które trafiły idealnie do mnie, bo właśnie dziś przechodząc obok Cepelii we Wrocławiu zastanawiałam się, czy te cudeńka już w Krakowie zostały wystawione na pokaz (na wystawie Cepelii stoją szopki krakowskie stąd o nich myśl).

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  13. Emilio - witaj, miło mi Cię tutaj gościć :) Cieszę się, że moim reportażem dopisałam się do Twojego spaceru po Wrocławiu. A tak nawiasem mówiąc - jakie to piękne miasto Twój Wrocław! Na razie poznaję go ze zdjęć i opisów, ale na pewno tam się wybiorę, gdy już minie ta zima.
    A gdybyś w przyszłym roku zamierzała przyjechać do Krakowa jakoś w grudniu - to pamiętaj, pierwszy czwartek grudnia i cały Rynek zmienia się w teatr krakowskich szopek.

    Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  14. Nie chce mi się wierzyć, no ale - przegapiłam ten wpis;((
    Ty wiesz, że na żywo szopki widziałam ostatni raz jakieś 40 lat temu?To jest dopiero nie do uwierzenia!
    w domu mam tylko mały album, raczej miałam, bo podarowałam mojemu pięcioletniemu wnuczkowi;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  15. A ja w dzieciństwie nie oglądałam ich na żywo... może stąd moje niepoważne zachwyty teraz :) Postaram się jeszcze zrobić zdjęcia na wystawie pokonkursowej w Krzysztoforach - widziałam ją pierwszy raz dopiero w ubiegłym roku i naprawdę robi wrażenie.

    OdpowiedzUsuń na zawsze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...